I po grzybach
14 08 2010Bardzo dużo deszczu spadło tego lata. Wszyscy się martwili, bo zagrożenie powodziowe, bo ziemniaki wymokły, truskawki zgniły, śliwkom coś się dzieje, w pole się nie da wjechać, bo jakie te żniwa będą …
Jakoś mało Busko było w nas filozofii życiowej doszukiwania się jasnych punktów we wszystkich zrządzeniach losu, typu „wzięliśmy z matką łódź, żeby popływać skoro Bóg zesłał nam potop”. Mało, ale byli i tacy, którzy wiedzieli – ziemniaków nie będzie, parch zżera jabłonie, ale za to powinny być grzyby.
I rzeczywiście, koło 5 sierpnia baczni obserwatorzy mogli zauważyć niepokojąco gorączkowe zachowania u niektórych mieszkańców naszej gminy. Jakoś zaczęło brakować im na wszystko czasu, bladym świtem znikali gdzieś z domu. Wtajemniczeni rzucali sobie krótkie pytania, bo i tłumaczyć nie było trzeba – „Są?” „ Same prawdziwki. Zdrowe. Zaraz idę z powrotem. Komary tną niemiłosiernie”. Można było, co prawda zapytać, gdzie te prawdziwki rosły, ale trudno liczyć na szczerą odpowiedź w tej kwestii. Prawdziwy grzybiarz, nie zdradzi, gdzie są jego terytoria. Co ciekawe jakoś ludzie wierzą, że w lasach położonych dalej niż najbliższy im zagajnik jest więcej grzybów.
Mieszkańców Strażnika można więc spotkać na Młynku, tych z Młynka w Zagórzanach, z Chinkowa lecieli za solecką leśniczówkę, a leśniczy chodził po magierowskim lesie (ale to jedno było racjonalne- taka praca). Atmosferę podgrzewał i fakt, że takie np. grzyby pojawiły się nawet w centrum Solca, na często strzyżonym trawniku:

Doświadczenie podpowiadało, że trzeba było się spieszyć, w ubiegłym roku nawet nieźli grzybiarze nasuszyli grzybów tyle, co na Wigilię. Tak było i tym razem. Wysoka temperatura wysuszyła ściółkę i po kilku dniach leśnego obłędu trzeba było wrócić do normalnego rytmu życia. Kończą się, niestety.
W radio można było usłyszeć historię, jak to jacyś rodzice mieli problem z kleszczem u kilkunastomiesięcznego dziecka. Ciekawe, gdzie ten kleszcz dopadł malucha. Można domniemywać, że tatuś, któremu zlecono opiekę nad dzieckiem jakoś jednak zdołał wjechać z wózeczkiem w upatrzone brzózki. Miejmy nadzieję, że dziecku nic nie będzie, a za kilka lat, przyuczane od maleńkości, będzie przeczesywać zagajniki, bezbłędnie odróżniając goryczaka żółciowego od podgrzybka.
O tym, że grzyby się pojawiły, można było co prawda zamieścić informację wcześniej, jakoś tak jednak przezornie woleliśmy poczekać, aż wysyp się skończy i spokojnie zbierać prawdziwki pod grzybonośnymi sosenkami niż zmagać się z konkurencją. Za to jak tylko zaczną się rydzyki, napiszemy od razu! Słowo grzybiarza.
R.Sz.